Opisanie historii "The Rebels" nie jest rzeczą prostą. Wiele zdarzeń zatarło się w pamięci.
Nie da się też naszych sukcesów, czy porażek zmierzyć za pomocą wydanych płyt,
czy odbytych tras koncertowych. Zespół nigdy nie wydał żadnego oficjalnego materiału,
a w ostatnich latach swojego istnienia niewiele koncertował.
Jak to się zaczęło?
Od wielkiej fascynacji muzyką reggae i Rasta. W 1987 roku na jakimś koncercie w klubie "Gwint"
poznałem Marcina (Martines - perkusja). Powiedziałem mu, że zakładam zespół reggae i zaproponowałem,
aby dołączył. Pierwsze próby były u mnie w domu-gitarka, bas, vokale i bębenek zrobiony z doniczki.
A, że byliśmy młodzi i zbuntowani katowaliśmy ciągle piosenkę Boba "Soul Rebel",
to nazwaliśmy się "The Rebels". Pierwszy utwór nazywał się "Droga".
"Każdy ma swoją drogę' którą idzie przez ten świat.
Chce odnaleźć przez to Boga, który mieszka w każdym z nas."
Niedługo potem dołączył do nas Andrzej "Dread". To u niego w domu chłonęliśmy Roots Reggae i poznawaliśmy
filozofję Rasta, spotykaliśmy się, aby porezonować. To właśnie przyjaźń nas trzech Martinesa, Dreada i moja,
stanowiła trzon pierwszego Rebels.
Wkrótce udało się nam znaleźć miejsce w klubie osiedlowym i wzbogaceni o gitarę solową
i perkusję rozpoczęliśmy regularne próby.Tam też zagraliśmy pierwszy koncert promocyjny w składzie;
Martiness- głos i perkusyjne, Dread- bębny, Bogdan Wołosewicz- bas, Maciej Szafraniec- perkusja, Jacek Kozioł-gitara
Przez okres dwóch lat, było to miejsce naszych spotkań.
Niestety na jedną z prób wpadł konfident, pociągnął nosem dym i wylecieliśmy stamtąd z wielkim hukiem.
W tym czasie dwa razy zmieniali się perkusiści.
W końcu zajął się tym Martines i jest bębniarzem do dziś.
Kiedy zabrakło nam basisty dołączył do nas Wojtek z zespołu Jsland z Wasilkowa.
Zagraliśmy kilka lokalnych występów oraz na rynku w Brodnicy podczas festiwalu.
Następnym miejscem naszych prób stała się Szkoła Włókiennicza.
W tym czasie połączyliśmy nasze siły z Jsland.
Doszedł Gizmo-gitara i vokal oraz Bodek-instr. klawiszowe. Był to początek lat 90-tych.
Zagraliśmy wtedy w Toruniu na "Africa is hungry".
To był przełomowy koncert, posypały się kolejne propozycje: "Marleyki" w Bielsku - Białej,
cykl imprez w Warszawie w "Oku" i w "Fugazi",
"Reggae Christmas" w Piotrkowie Trybunalskim i wiele innych.
W między czasie w zespole nastąpiły zmiany personalne. W 1994 roku nagraliśmy materiał
demo "Every Day", który był dostępny jedynie na koncercie promocyjnym w klubie ACK w Białymstoku.
Niestety w drugiej połowie lat 90-tych zespół mało koncertował,
najczęściej lokalnie, a działalność ograniczała się do prób w klubie Herkulesy.
Z tego okresu zachowały się nagrania demo zrealizowane w studiu Salmana
na Dobrej z Asią na saksofonie.
Ostatnie imprezy ogólnopolskie na których wystąpiliśmy to: Marleyki w Łodzi i festiwal w Krotoszynie.
W lipcu 2000r w Augustowie, zaproszeni przez Elizeusza "The Rebels" zagrali ostatni koncert,
w składzie: Martiness - perkusja, Bodek - bass, Pochód - gitara, Marek - klawisze,
Jan - vocal, Sam - istr. perkusyjne i Albi - dub master.
Gizmo, który grał na gitarze i czasami podśpiewywał, był już wtedy w Londynie.
Niedługo po tym występie dołączyłem do niego i ja. Póżną jesienią dotarł do nas Bodek.
W tym czasie Marek i Martiness, wraz z Palcem [gitara] i Wojtkiem
[bass ze starego składu] utworzyli "Robirege".
W taki oto sposób "The Rebels" przestali grać. Londyn to było ciekawe doświadczenie,
ciężka praca i walka o przetrwanie, ale też poznanie wielu wspaniałych ludzi i miejsc.
Udało mi się zobaczyć koncerty o jakich marzyłem - Lee "Scratch" Perry i Burning Spear.
Z tego okresu pochodzi tekst:
"Walczę o przetrwanie, to kolejny dzień. Nie wiem co się stanie, ale staram się;
kolejny raz - zatrzymać czas kolejny raz - dotrzeć do gwiazd."
Po powrocie do kraju przeniosłem się wraz rodziną na wieś,
gdzie zająłem się zdobywaniem ziemi i tworzeniem w miarę ekologicznego gospodarstwa.
Problemy egzystencjalne jak i tragedia rodzinna, którą w międzyczasie przeżyliśmy,
sprawiły, że granie było ostatnią rzeczą o jakiej myślałem.
"Nie mów mi, że ciężko jest musisz to udźwignąć, czy chcesz,
czy nie choć nie jeden dzisiaj więcej szczęścia ma to nie wiesz, jak jutro skończy się ta gra."
Czas mijał i nic nie wskazywało na to, że Rebels jeszcze zagra.
Okazało się jednak, że nie możliwe może stać się możliwym.
13 grudnia 2004 "na Zaciszu" odbył się jamsession.
Ożyły marzenia i wspomnienia.
Mimo trudności, udało się zrobić kilka prób i uwieńczyć je 18 lutego 2005 koncertem w
"Famie" w Białymstoku. Jak więc widać księga p.t. "The Rebels" pozostaje ciągle otwarta,
a czas pokaże jak zostaną zapisane kolejne kartki tej historii.

P.S. Wiele zdarzeń nie zostało opowiedzianych,
a wielu którzy byli związani z The Rebels nie zostało tu opisanych.
Wszystkich pozdrawiam i dziękuję za wspólnie przeżyte chwile.
JAH BLESS YOU ALL .
Yan Rebel
